🇵🇱🖤 19 lipca 2026 r. – 82. rocznica największej z niemieckich egzekucji Polaków podczas II WŚ w Lesie Wełeckim nieopodal Buska-Zdroju. W niedzielę przy pomniku ponad 500 ofiar odbędą się uroczystości upamiętniające ich męczeństwo i śmierć z udziałem wojskowej asysty honorowej
82. rocznica rozstrzelania polskich patriotów w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju – 19 lipca 2026 r. W niedzielę 19 lipca 2026 r. o godzinie 14.00 przy pomniku’ rozpoczną się uroczystości upamiętniające ofiary zbiorowej egzekucji dokonanej przez Niemców 19 lipca 1944 r. w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju. – informuje dr Karolina Trzeskowska-Kubasik’ i Instytut Pamięci Narodowej Delegatura w Kielcach
Uroczystości odbędą się przy pomniku położonym na skraju Lasu Wełeckiego. Rozpocznie je msza polowa celebrowana przez Jego Ekscelencję Księdza Biskupa Andrzeja Kaletę. Następnie w programie przewidziano przemówienia, prelekcję dr. Karoliny Trzeskowskiej-Kubasik pt. „Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju”, apel poległych, salwę honorową oraz składanie wieńców przed pomnikiem.
Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, egzekucje na terenie Lasu Wełeckiego miały miejsce w latach 1943–1945. Ostatniej zbrodni dokonano 12 stycznia 1945 r., dzień przed wkroczeniem Sowietów do Buska-Zdroju. Egzekucje miały miejsce w różnych częściach Lasu Wełeckiego, najczęściej w rejonie sosny z obnażonymi korzeniami. Ich wykonawcami byli funkcjonariusze żandarmerii niemieckiej z Buska-Zdroju oraz Policji Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei). Największy odsetek ofiar stanowili żołnierze Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. Wśród ofiar niemieckich egzekucji znajdowały się również kobiety i dzieci. Liczba osób rozstrzelanych na terenie Lasu Wełeckiego jest trudna do ustalenia. Według różnych źródeł archiwalnych na jego obszarze zamordowano od 500 do nawet 1000 osób. Ustalono 110 nazwisk ofiar.

W historiografii polskiej utarł się pogląd, jakoby po przeprowadzeniu udanego zamachu na Maxa Petera’ okupant niemiecki nie zastosował represji wobec miejscowej ludności. W rzeczywistości, 19 lipca 1944 r. w Lesie Wełeckim rozstrzelano dwadzieścia dziewięć osób –żołnierzy Armii Krajowej lub Batalionów Chłopskich. Była to zarazem największa egzekucja na tym terytorium. Jej ofiarami byli mieszkańcy Buska-Zdroju, Jarosławic, Łęki, Pińczowa, Tuczęp oraz Słupi.
Instytut Pamięci Narodowej ustalił nazwiska dwudziestu czterech osób zamordowanych wówczas przez Niemców (odnośnie do dwóch kolejnych osób w źródłach archiwalnych istnieją rozbieżności dotyczące ich daty śmierci, należy jednakże przypuszczać, że śmierć poniosły 19 lipca 1944 r.).
Ofiary egzekucji dokonanej 19 lipca 1944 r.:
- Baranowski Stanisław – mieszkaniec Buska-Zdroju, inżynier, żołnierz AK
- Borek Stefan – lat 37, mieszkaniec wsi Tuczępy, rolnik, żołnierz Bch
- Drozdowski Stanisław – lat 24, młynarz, żołnierz BCh
- Dziurda Roman – urzędnik
- Gawroński Jan – 34 lat, mieszkaniec Pińczowa
- Jastrząb Marceli – mieszkaniec Buska-Zdroju, żołnierz AK
- Kamieczek Władysław – lat 26, mieszkaniec Jarosławic, rolnik, żołnierz BCh
- Kępa Wacław – lat 20, mieszkaniec Jarosławic, rolnik, żołnierz BCh
- Korejba Tadeusz Władysław – lat 42, mieszkaniec Pińczowa
- Kowalik Stanisław – lat 32, mieszkaniec wsi Tuczępy, żołnierz BCh
- Kozak Adam – mieszkaniec Buska-Zdroju, inżynier, żołnierz AK
- Kozłowski Henryk – lat 31
- Krawczyk Mieczysław – lat 22, mieszkaniec wsi Tuczępy, robotnik, żołnierz BCh
- Kwiatek Franciszek – lat 30, mieszkaniec wsi Tuczępy, stolarz, żołnierz BCh
- Kwiecień Stanisław – lat 32, mieszkaniec Jarosławic, rolnik, żołnierz BCh
- Naskręt Franciszek – mieszkaniec Buska-Zdroju, kpt. WP, żołnierz AK
- Rudnik Marian – lat 34, mieszkaniec wsi Tuczępy, rolnik, żołnierz BCh
- Skrzyński Stanisław – lat 20, mieszkaniec Jarosławic, żołnierz BCh
- Sobala Jan – lat 30, mieszkaniec wsi Tuczępy, rolnik, żołnierz BCh
- Sojka Franciszek – lat 23, mieszkaniec wsi Tuczępy, rolnik, żołnierz BCh
- Śliwa Józef – mieszkaniec Nowego Korczyna, rolnik.
____________________________
○ Uroczystości upamiętniające śmierć ponad 500 ofiar zbrodni niemieckich w Lesie Wełeckim k. Buska-Zdroju, 16 lipca 2021 r.
____________________________
Na łamach portalu „Przystanek Historia” ukazał się tekst Karoliny Trzeskowskiej-Kubasik „Egzekucja 19 lipca 1944 r. w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju”. W związku z 82. rocznicą dokonania egzekucji zachęcamy wszystkich, nie tylko miłośników historii do zapoznania się z opracowaniem – PrzystanekHistoria.pl: 19 lipca 1944 w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju rozstrzelano 29 osób, członków AK i BCh. Egzekucja ta była najliczniejszym mordem na tym terenie ♂
____________________________
____________________________
◙ Podobne informacje:
KTK: Zbrodnie okupanta niemieckiego w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju
PH: Zbrodnie Wehrmachtu we wrześniu 1939 r. na terenie powiatu stopnickiego (buskiego)































Jedna odpowiedź do “🇵🇱🖤 19 lipca 2026 r. – 82. rocznica największej z niemieckich egzekucji Polaków podczas II WŚ w Lesie Wełeckim nieopodal Buska-Zdroju. W niedzielę przy pomniku ponad 500 ofiar odbędą się uroczystości upamiętniające ich męczeństwo i śmierć z udziałem wojskowej asysty honorowej”
„Gdy 740 dzieci umierało na morzu, a wszystkie państwa świata mówiły „nie”,
jeden człowiek — mający wszelkie powody, by milczeć — powiedział „tak”.
Był rok 1942.
Statek dryfował po Morzu Arabskim jak pływająca trumna.
Na pokładzie znajdowało się 740 polskich dzieci.
Sieroty.
Ocaleni z radzieckich obozów pracy, gdzie ich rodzice zmarli z głodu i zimna.
Uciekli przez Iran, by odkryć coś gorszego niż niewola:
nikt ich nie chciał.
Imperium Brytyjskie* — najpotężniejsza siła tamtych czasów —
odmówiło im wstępu do wszystkich portów indyjskiego wybrzeża.
„To nie nasz problem. Płyńcie dalej”.
Dzieciom kończyło się jedzenie.
Leki.
Czas.
Dwunastoletnia Maria trzymała za rękę swojego sześcioletniego brata.
Umierająca matka poprosiła ją o jedno — żeby go chroniła.
Ale jak chronić, gdy cały świat się odwraca?
Wtedy wieść dotarła do niewielkiego pałacu w Gudżaracie.
Maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji był drobnym władcą w skali imperium.
Brytyjczycy kontrolowali jego porty, gospodarkę i wojsko.
Miał wszystkie powody, by być posłusznym i milczeć.
Ale gdy usłyszał o 740 dzieciach dryfujących na morzu,
podczas gdy dyplomaci dyskutują nad formularzami —
coś w nim pękło.
— „Ile dzieci?”
— „740, Wasza Wysokość. Ale Brytyjczycy odmówili im wstępu do Indii”.
Maharadża zacisnął szczęki.
— „Brytyjczycy kontrolują moje porty.
Ale nie kontrolują mojego sumienia.
Te dzieci zejdą na ląd w Nawanagarze.
Przygotujcie ich przyjęcie”.
— „Wasza Wysokość, jeśli sprzeciwi się Pan Brytyjczykom—”
— „To się sprzeciwię”.
Wysłał wiadomość na statek:
„Jesteście tu mile widziani”.
Gdy władze brytyjskie zaprotestowały, ten niewielki człowiek z małego księstwa powiedział im wprost:
„Jeśli potężni odmawiają ratowania dzieci,
to ja — słaby — zrobię to, czego wy nie potraficie”.
W sierpniu 1942 roku statek wpłynął do portu Nawanagar.
Dzieci schodziły na ląd jak cienie — wychudzone, chore, z pustym spojrzeniem.
Nie oczekiwały już niczego.
Nie wierzyły w nadzieję.
Maharadża czekał na nabrzeżu.
Ubrany skromnie na biało, uklęknął przed nimi i powiedział przez tłumaczy:
— „Nie jesteście już sierotami.
Jesteście moimi dziećmi.
Jestem waszym Bapu — waszym ojcem”.
Maria poczuła, jak drży ręka jej brata.
Czy po tylu zamkniętych drzwiach to naprawdę możliwe?
To, co zrobił potem, zmieniło wszystko.
Nie zbudował obozu dla uchodźców.
Zbudował dom.
W Balachadi stworzył coś niezwykłego — małą Polskę w Indiach:
polskich nauczycieli,
polską kuchnię,
polskie pieśni w indyjskich ogrodach,
choinki pod tropikalnym niebem.
„Wasze cierpienie próbowało was wymazać — powiedział im. —
Ale wasz język, kultura i tradycje są święte.
Zachowajcie je tutaj”.
Dzieci, którym mówiono, że nie należą nigdzie,
w końcu znalazły dom.
Tomek znów zaczął się śmiać.
Ania zaczęła mówić.
Maria patrzyła, jak jej brat goni pawie w ogrodach pałacu
i przypominała sobie, czym jest spokój.
Maharadża przychodził często.
Uczył się ich imion.
Obchodził urodziny.
Przytulał, gdy płakali za rodzicami, którzy nigdy nie wrócą.
Wzywał lekarzy.
Płacił z własnej kieszeni, by dać im to, czego odmówiły imperia:
godność, dzieciństwo, przyszłość.
Przez cztery lata, gdy świat płonął,
740 dzieci żyło jak jedna rodzina w sercu indyjskiego księcia.
Uczyły się.
Zdrowiały.
Zaczynały marzyć.
Odzyskiwały siebie.
Po wojnie rozjechały się po świecie.
Zostały lekarzami, nauczycielami, inżynierami, dyplomatami, artystami, rodzicami.
I nigdy nie zapomniały.
W Warszawie powstał Plac Dobrego Maharadży.
Szkoły noszą jego imię.
Ale najważniejszy pomnik nie jest z kamienia.
To same dzieci.
Dziś, mając 80–90 lat, wciąż się spotykają
i opowiadają wnukom historię indyjskiego władcy,
który potrafił zobaczyć ponad polityką prostą prawdę:
740 dzieci potrzebowało ojca.
I on nim został.
W 1942 roku, gdy wszystkie wielkie narody powiedziały
„to nie nasza odpowiedzialność”,
jeden człowiek powiedział:
„To są teraz moje dzieci”.
I uratował 740 istnień.
Nie imperia.
Nie armie.
Ale otwarte serce, które odmówiło zamienienia współczucia w kalkulację polityczną.
To nie tylko historia.
To przypomnienie:
gdy potężni zamykają drzwi,
czasem jedno otwarte serce wystarczy, by zmienić świat.”
za Kawa z mlekiem
* obłudny „sojusznik
https://www.facebook.com/share/p/1DwU5aYYye/